— Zostaw, zostaw! — przeraźliwy krzyk rozległ się w mieszkaniu, budząc Ankę śpiącą w pokoju obok.
Wyskoczywszy z łóżka, wsunęła kapcie i pobiegła do pomieszczenia znajdującego się naprzeciw.
— Co się stało, siostrzyczko? — spytała, wchodząc do środka.
Dziewczyna milczała jak zaklęta.
— Nie wydurniaj się, Zuzka! — wrzasnęła Anka z irytacją, robiąc krok w jej kierunku.
— Co do wodnistej bestii się tu dzieje? — rzuciła, omiatając światłem latarki sypialnię.
Ujrzawszy siostrę stojącą w smolisto-błękitnej cieczy, zastygła z przerażenia. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziała. Otrząsnąwszy się z szoku, skierowała snop światła wprost na Zuzę.
To, co ujrzała, wprawiło ją w jeszcze większe zdziwienie.
Z ciała Zuzy spływały czarne krople wody o nieregularnym kształcie przypominającym płomyki.
Jej oczy rozbłysły mieszanką błękitu, czerwieni i czerni — niczym halogeny.
— To ty mnie tu sprowadziłaś, córeczko — wyszeptała z płynnym, sarkastycznym uśmiechem.
Jej słodki, miękki chichot wibrował echem w głowie dziewczyny, rozdzierając ją niczym niewidzialne, wodniste sztylety.
Miała uczucie, jak gdyby coś wypełniało ją od środka.
Usiłowała wzywać pomoc — bezskutecznie.
Zamiast słów z jej ust wydobywał się mroczny, niepokojący chlupot.
— To koniec… — westchnęła z przerażeniem, osuwając się na podłogę i czując, jak ulatuje z niej życie.
Niespodziewanie przestrzeń wokół niej wypełniła się błękitno-czarnymi kroplami, tworzącymi ochronną barierę.
Chrząknąwszy, poczuła, jak jej ciało ponownie napełnia się życiową energią.
Ciecz, która jeszcze przed momentem zalewała ją od wewnątrz, wystrzeliła z jej ust niczym pulsujący gejzer, uderzając w Zuzę z takim impetem, że ta przewróciła się na ziemię.
— Wszystko w porządku, siostrzyczko? — spytała Anka z przerażeniem, spoglądając w jej nieobecne źrenice.
Jednak usta dziewczyny milczały niczym mogiła.
— Zuza, siostrzyczko, ocknij się! — powtarzała, potrząsając nią energicznie niczym szmacianą kukłą. Bezskutecznie.
— Nie zostawiaj mnie, siostrzyczko… — szepnęła zrozpaczona Anka, trzymając Zuzę w objęciach, przekonana, że jej płomień zgasł na dobre.
Po jej policzkach spływały błękitne, piekące krople rozpaczy.
— Co się stało, siostrzyczko? — spytała Zuzka, ocknąwszy się, gdy jedna z nich spadła na jej policzek.
— Już dobrze, wszystko dobrze — szepnęła Anka z ulgą, obejmując siostrę mocno.
— Auć, siostra! Chcesz mi wnętrzności pomiąć? — spytała z figlarnym uśmiechem.
— Co tu taka posępna atmosfera? Ktoś umarł? — mruknęła Zuza, prostując się leniwie.
Ciecz wokół sióstr bulgotała, jakby też chciała przemówić.
— Ty — odparła z bladym uśmiechem Anka po chwili milczenia.
— Ojej. Serio? — Zuza przewróciła oczami ze zdziwienia.
— Lady Water, Lady Water… — szeptała ciecz z ironicznym chlupotem, opuszczając pomieszczenie.
— Nasze drogi znów się splotą… — wybrzmiało echo tak przeraźliwe, że wszystkie szyby w kamienicy pękły ze strachu.
